Jestem introwertyczką, która przez większość swojego życia próbowała być ekstrawertyczką. A co najlepsze – długo nie zdawałam sobie z tego sprawy. Jednak kiedy to sobie uświadomiłam, było to dla mnie bardzo wyzwalające doświadczenie.
W końcu mogłam przestać udawać i odetchnąć z ulgą.

Introwertyzm jest OK!

Moi znajomi od zawsze uważali mnie za duszę towarzystwa. Jednak kompletnie nie zdawali sobie sprawy z tego, ile kosztowało mnie każde wyjście, poznawanie nowych ludzi, etc. A ja nigdy o tym nie mówiłam, bo trudno się było do tego przyznać. Utarło się bowiem, że tylko będąc otwartym i choć trochę przebojowym, można nawiązywać znajomości i przyjaźnie. Teraz wiem, że to nie jest prawda, ale wtedy robiłam wszystko, aby samej sobie udowodnić, że potrafię. Bo przecież introwertyzm sprawia, że ludzie są uważani za dziwnych. A ja dziwna być nie chciałam, więc walczyłam sama ze sobą…

Ale nie tylko zawieranie nowych znajomości było dla mnie wyzwaniem.

Ogromną katorgą były również wszelkiego rodzaju wystąpienia publiczne. Każde takie wydarzenie, gdzie musiałam stanąć przed ludźmi, coś powiedzieć, zaśpiewać, czy przeczytać, wiązało się z moją wewnętrzną walką o odwagę. Nawet jeśli było to tylko śpiewanie na karaoke, w gronie znajomych, w znanym mi miejscu, to zawsze stres był ogromny. Ba, nawet zadzwonienie gdziekolwiek było trudne, choć akurat tego nauczyłam się w pracy i teraz nie jest to już tak straszne. Co innego spotkania z ludźmi, których nie znam…

Introwertyzm - Marti Olsen Laney

Co ciekawe, zawsze byłam wzorową uczennicą, która często zgłaszała się do odpowiedzi. Jednak wypowiadanie się na forum publicznym, zawsze przyprawiało mnie o palpitację serca. Gdy w szkole, znając odpowiedź na pytanie nauczyciela podnosiłam rękę, często byłam tak zestresowana, że serce waliło mi jak młot. A kiedy przyszło mi odpowiedzieć, głos mi się trząsł, a nogi odmawiały posłuszeństwa. Wtedy myślałam, że z czasem to się zmieni, że z tego wyrosnę, nauczę się tej odwagi, ale tak się nie stało. W końcu introwertyzm nie jest fanaberią, ani chorobą, jak co niektórzy myślą.
Przyszły studia, a ja nadal drżałam na samą myśl, że muszę się odezwać na zajęciach. Podobnie było w pracy, a paradoksalnie dużo pracowałam z ludźmi 😉

Dlatego wielką ulgą był dla mnie moment, kiedy kilka lat temu podjęłam świadomą, przemyślaną decyzję o byciu freelancerem i zaczęłam pracować w domu.

Bo zdałam sobie sprawę z tego, że mój introwertyzm jest OK.

Tak jak ok jest to, że jestem domatorem i nie lubię być w centrum uwagi. Bo wcale nie muszę być duszą towarzystwa.

I nie zrozummy się źle – ja naprawdę lubię ludzi i ich towarzystwo. Nie jestem typem pustelnika i nie boję się ludzi, choć jest to jeden z mitów na temat introwertyzmu. Lubię spędzać czas ze znajomymi, lubię z nimi rozmawiać, nawet o swoich problemach i nie mam z tym większych trudności. Ale najlepiej i najbardziej komfortowo czuję się w towarzystwie osób, które znam. Co prawda mało mam ich w swoim życiu i tak było zawsze, ale właśnie tak jest mi dobrze i absolutnie nie chcę tego zmieniać. Podobnie, jak nie chcę się już dawać wbijać w ramki oczekiwań innych, usiłować im się przypodobać, czy do nich dopasowywać.

Największe szczęście - Erazm z Rotterdamu

I cieszę się, że w porę zdałam sobie z tego sprawę i zaakceptowałam swój introwertyzm. Teraz nie czuję już potrzeby kamuflowania się i robienia czegokolwiek wbrew sobie.
Wiem, że wiele osób tego nie rozumie, ale przecież możemy się różnić.

Zawsze powtarzam, że każdy z nas jest inny i to jest właśnie najpiękniejsze! ❤


Zobacz również: Inny nie znaczy gorszy