Moje kosmetyczne rozczarowania ostatnich miesięcy

8

kosmetyczne rozczarowania ostatnich miesięcy

Z kosmetykami nie zawsze jest tak różowo, jak by się chciało, dlatego dzisiaj zapraszam Was na moje kosmetyczne rozczarowania ostatnich miesięcy.

Dlaczego nazwałam je rozczarowaniami, a nie bublami? Ponieważ, w przypadku tych kosmetyków, bubel, to zbyt mocne słowo. To, że u mnie się one nie sprawdziły, nie znaczy, że dla kogoś innego nie mogą być one hitami, czy ulubieńcami.
Nie zmienia to jednak faktu, że troszkę sobie dzisiaj ponarzekam, a co tam! 😉

Poznajcie zatem moje kosmetyczne rozczarowania ostatnich miesięcy.

kosmetyczne rozczarowania ostatnich miesięcy - Palmolive i Avon

Pierwszym kosmetykiem, który bardzo mnie rozczarował, jest Pachnąca mgiełka Zielona herbata i Werbena, marki Avon, z serii Naturals. Zamówiłam ją z myślą o letnich miesiącach, kiedy chętniej używam mgiełek do ciała, niż perfum, ponieważ lubię orzeźwienie, jakie zapewniają. Natomiast samo połączenie zapachu zielonej herbaty i werbeny, wydawało mi się wyborem najlepszym z możliwych, ponieważ oba zapachy uwielbiam. I faktycznie, zapach ma piękny – świeży, orzeźwiający, lekko cierpki, idealny na lato. Co mnie jednak bardzo smuci, to to, że zapach jest ekstremalnie nietrwały. Używałam w swoim życiu wielu mgiełek do ciała, ale ta, ulatnia się w trybie błyskawicznym. W dodatku, zaraz po aplikacji najbardziej wyczuwa się alkohol. Na szczęście ten efekt szybko znika, przez chwilę pozostawiając piękną nutę zapachową i na tym koniec.
W porównaniu do innych mgiełek, ta wypada bardzo słabo. A szkoda, bo zapach jest naprawdę cudny! 🙁

Moim drugim rozczarowaniem w kategorii kosmetyków do pielęgnacji ciała, jest Kremowy żel pod prysznic, marki Palmolive.

Od pierwszego powąchania zakochałam się w jego zapachu egzotycznych kwiatów orchidei. Z miejsca wyobraziłam sobie cudowne doznania zapachowe, jakie będą towarzyszyły mojemu prysznicowi. I wszystko byłoby cudownie, bo nie tylko zapach, ale i kremowa konsystencja tego żelu okazały się genialne. Niestety, moja skóra zareagowała na ten żel, silnym odczynem alergicznym… Najmniejszy kontakt tego żelu z moją skórą, powoduje swędzącą, czerwoną wysypkę. Podjęłam trzy próby jego użycia i każda z nich zakończyła się tak samo. Jest to pierwsza taka sytuacja, jeśli chodzi o kosmetyki marki Palmolive, ponieważ wcześniej nigdy nie miałam z nimi problemu.
Tym bardziej jestem rozczarowana i z bólem serca jestem zmuszona go komuś oddać… :/

kosmetyczne rozczarowania ostatnich miesięcy - Creightons i Dr Irena Eris

Do moich kosmetycznych rozczarowań dołączył również kosmetyk do makijażu.

Błyszczyk do ust PROVOKE, marki Dr Irena Eris, w kolorze nr 6 Lovely Coral, to produkt, pochodzący z kwietniowego ShinyBoxa. Był reklamowany jako produkt Premium, ponieważ jego cena regularna – 55 zł – jest dość wysoka, jak na tego typu produkt.

Muszę przyznać, że kosmetyk ma ładne, eleganckie opakowanie, które wygląda luksusowo. Podoba mi się również jego kolor, ponieważ jest to typowy nudziak, bardzo w moim guście. Natomiast zdecydowanym mankamentem tego błyszczyka, jest długi, elastyczny i przy tym bardzo niewygodny aplikator. Trzeba się nieźle nagimnastykować, aby precyzyjnie nałożyć produkt na usta. W dodatku bardzo się klei, co w przypadku błyszczyka kolorowego, daje bardzo nieestetyczny efekt, przy rozchylaniu warg. Błyszczyk nie powala również swoją trwałością, chociaż aplikowany na pomadkę, daje radę.

Niemniej jednak, w moim odczuciu szału nie ma, zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę jego cenę…

Ostatnie moje kosmetyczne rozczarowanie, to kosmetyk na pograniczu bubla.

Rozczarował mnie bardzo swoim działaniem, a raczej jego brakiem, ponieważ nie robi zupełnie nic. Mam tutaj na myśli Szampon do włosów Argan Smooth Moisture Rich Shampoo, brytyjskiej marki Creightons. Szampon ten znalazł się w majowym ShinyBoxie i bardzo się ucieszyłam, że będę mogła go wypróbować, ponieważ bardzo lubię kosmetyki do włosów, zawierające olej arganowy. Szampon ma całkiem przyjemną konsystencję oraz zapach. Na tym niestety kończą się jego atuty, ponieważ, po jego użyciu, moje włosy wyglądały koszmarnie. Nawet w połączeniu z moją ulubioną odżywką, nadal miałam na głowie siano, którego nijak nie dało się ujarzmić. Włosy puszyły się niemiłosiernie i nie było mowy o jakimkolwiek ich ułożeniu. Próbowałam dać mu drugą, a nawet trzecią szansę, ale efekt był taki sam.

Koniec końców, stosuję go do pierwszego mycia, by go po prostu zużyć, ponieważ nie jestem zwolenniczką wyrzucania kosmetyków.

I na tym kończę moje dzisiejsze utyskiwania 😉 Teraz Wasza kolej – śmiało możecie sobie ponarzekać w komentarzach i podzielić się swoimi rozczarowaniami ostatnich miesięcy!
Koniecznie dajcie znać, jakie kosmetyki mogą okazać się niewypałem 😉

  • Angelíka Pawlik

    Mnie rozczarowała odżywka do włosów Garnier z 3 olejkami w wersji z olejem kokosowym. O ile lubiłam tę z, avocado o tyle ta druga to klops. To samo dotyczy przepięknej w kolorze ale tragicznie nietrwałej pomadki z Kobo, którą ostatnio wygrałam w zestawie kosmetyków. I tusz Milion Lashes z L’oreala. Totalna porażka. Poleciał do kosza po tygodniu. Wielkim niewypałem jest też żel truskawkowy LPM. Kompot z domieszką chemii jeśli chodzi o zapach. No i uczula. Mam wrażenie, że LPM ostatnio obniżył loty. Lekkim rozczarowaniem jest też jeden z kremów z Bielendy. I jedna z serii Kolastyny. Ale nie pamiętam nazw a nie mam ich teraz pod ręką

    • A który Million Lashes tak Cię rozczarował? Ja mam ten czerwony, Excess i bardzo go lubię 😉

      • Angelíka Pawlik

        No niestety. Nie wiem, czy trafiłam na bubla, czy po prostu mi nie podszedł, bo to też kwestia indywidualna, ale byłam nim rozczarowana

  • Mnie rozczarowała pomadka Marc Jacobs z letniego mini zestawu Nude z perfumerii Douglas. O ile ołówek do oczu jest nie do zdarcia (dosłownie próbowałam zetrzeć palcami), o tyle szminka znika w mgnieniu oka… Albo ja nie umiem jej dobrze utrwalić, albo jakoś odbiega daleko od ołówka.