ShinyBox WHERE THE MAGIC HAPPENS – grudzień 2017

9

ShinyBox WHERE THE MAGIC HAPPENS

Dzisiaj przychodzę do Was z zawartością ostatniego w tym roku pudełeczka ShinyBox.
Znów nie było w nim magazynu ShinyMag, a jedynie karteczka z wymienioną zawartością, za to pudełko występowało aż w 3 wariantach:

  • pudełko standardowe – kupowane pojedynczo lub w nowej subskrypcji – w środku znalazło się 5 produktów plus 2 upominki
  • pudełko XXL – dla osób, które są stałe w uczuciach, a ten box był przynajmniej drugim w ramach jednej i tej samej subskrypcji lub pakietu – zawiera 7 produktów plus 2 upominki
  • pudełko VIP – dla klientów, których ten box był przynajmniej szóstym, w ramach jednej subskrypcji lub pakietu – w pudełku znalazło się aż 9 produktów plus 2 upominki.

Jak widać, różnica między wariantami była spora. Sporo było również kosmetyków wymiennych we wszystkich wersjach pudełek, ale o tym później 😉

W założeniu miało to być pudełeczko wyjątkowe, wszak hasło WHERE THE Magic HAPPENS zobowiązuje. A jak jest naprawdę? – przekonajcie się sami 😉

ShinyBox WHERE THE MAGIC HAPPENS

Ja otrzymałam pudełko w wersji XXL, ponieważ we wrześniu przerwałam subskrypcję ze względu na zawartość właśnie edycji wrześniowej. I choć wróciłam do niej w październiku, moja subskrypcja liczy się od nowa.

ShinyBox WHERE THE MAGIC HAPPENS - Kueshi i Barnangen

Zacznijmy od produktów, którymi moje pudełko i pudełka VIP różniły się od wersji standardowej.

Kosmetykiem ujawnionym na profilu ShinyBoxa na Facebook’u, który jest prezentem za bycie „stałym w uczuciach”, jest Peeling do ciała dobrze mi już znanej marki Kueshi (cena: 61 zł/500 ml). Można było otrzymać peeling bananowy lub truskawkowy. Mnie trafił się ten pierwszy.
Peeling, jak to peeling, ma usuwać martwe komórki skóry, stymulować procesy odnowy komórkowej oraz chronić naturalną strukturę skóry. Dzięki temu skóra ma być gładka i miękka.
Uwielbiam kosmetyki marki Kueshi, dlatego bardzo się cieszę z możliwości przetestowania tego peelingu. Zwłaszcza, że zapach ma piękny! 😉

Drugim kosmetykiem, który nie znalazł się w wersji standardowej jest Balsam do ciała marki Barnängen (cena: 34,99 zł/400 ml). Tutaj można było otrzymać losowo wybrany rodzaj balsamu. Mnie trafił się Nutritive Body Lotion, czyli dokładnie ten sam balsam, który otrzymałam w grudniowym pudełku beGLOSSY (jego zawartość znajdziecie TUTAJ).
Niemniej jednak cieszę się z tego balsamu, ponieważ kosmetyki marki Barnängen świetnie mi się sprawdzają. Balsam będzie świetnym dodatkiem do prezentu pod choinkę dla mojej Mamy 😉

Kolejne produkty znalazły się już we wszystkich wariantach.

W każdym z pudełek znalazł się Żel pod prysznic wspomnianej już wcześniej marki Barnängen (cena: 24,99 zł/400 ml). I tutaj znów otrzymywaliśmy losowo dobrany rodzaj.
Mnie trafił się Caring Shower Cream, zawierający mleko owsiane oraz 5% ochronnego Cold Cream, o formule specjalnie stworzonej przez markę. Kosmetyk przeznaczony jest do skóry normalnej i suchej, którą ma rozpieszczać i pielęgnować.
Z tego kosmetyku również bardzo się cieszę, bo jak już wspomniałam, moja skóra bardzo polubiła kosmetyki tej marki 😉

I dochodzimy do pierwszego Mixu produktów.

W pudełku można było znaleźć jeden z losowo dobranych produktów firm Ideepharm Instytut Dermokosmetyków lub Laboratorium kosmetyków naturalnych Farmona (cena: 10,50 – 48 zł/produkt).
Do mnie trafił Dermacos ANTI-SPOT, Krem ochronny do twarzy zapobiegający powstawaniu przebarwień SPF15, marki Farmona (orientacyjna cena: 20 zł/50 ml).
Co ciekawe, choć jest to polska marka, na opakowaniu tego kosmetyku nie ma opisu w języku polskim. Są za to opisy po angielsku, rosyjsku, a głównym językiem jest turecki 😉
Nie ma też żadnej informacji o kosmetykach na karcie produktów, ale od czego jest Internet, z którego dowiedziałam się, że jest to ochronny krem do twarzy przeznaczony do pielęgnacji skóry o nierównomiernej pigmentacji, z przebarwieniami spowodowanymi wiekiem, zaburzeniami hormonalnymi, działaniem promieni słonecznych lub innymi czynnikami. Krem ma za zadanie rozjaśniać wszelkie plamy i przebarwienia, nadając skórze naturalny koloryt oraz zapobiegać niekorzystnemu działaniu promieni słonecznych.
Z kremu jestem bardzo zadowolona i z chęcią go przetestuję 🙂
Szkoda tylko, że znowu rozbieżność cenowa produktów była spora, choć nie tak duża, jak w poprzednim boxie.

ShinyBox WHERE THE MAGIC HAPPENS - Efektima, Foods by Ann, The Secret Soap Store

Kolejny mix produktów był już dużo większy.

W boxach znalazły się wymiennie: zestaw kosmetyków marki Macadamia Professional (cena: 30 zł/zestaw), różne rodzaje produktów marki Termissa (cena w zależności od produktu: 18,35 – 38,35 zł/produkt) oraz Krem do rąk z masłem Shea, marki The Secret Soap Store (cena: 19,99 zł/30 ml). Tutaj niestety znowu mamy do czynienia z różnicą cenową produktów.
Do mnie trafił krem do rąk i jest to idealny na zimę torebkowy krem o zapachu pomarańczy, przeznaczony do skóry suchej i podrażnionej. Kosmetyk zawiera 20% masła Shea. Łatwo przenika w głąb szorstkiego naskórka, odżywiając go i przynosząc natychmiastową ulgę.
Bardzo lubię kremy do rąk i zawsze mam takowy w torebce, więc ten również mi się przyda.

W każdym boxie znalazł się również produkt marki Efektima i jest to Peeling i maska do rąk (cena: 2,56 zł/sztukę).
Jest to zabieg dwuetapowy w postaci peelingu złuszczającego oraz nawilżającej maski. Skuteczny i błyskawiczny peeling ma złuszczać obumarłe warstwy rogowe naskórka oraz poprawiać mikrokrążenie krwi. Natomiast maska, to innowacyjny preparat na bazie wyciągu z aceroli, który rozjaśnia przebarwienia i sprawia, że nawet najbardziej przesuszone i zniszczone dłonie stają się miękkie i aksamitnie gładkie.
Czy jestem z niego zadowolona? Uważam go za fajny dodatek do zimowego boxa, który na pewno wykorzystam. Jednak nie robi on na mnie większego wrażenia 😉

Ostatnim produktem, który znalazł się we wszystkich wariantach, jest batonik Pocket Energy Bar, marki Foods by Ann (cena: 3,89 zł/35 g).
Produkt ma stanowić idealne źródło energii dla osób, które żyją aktywnie.
Nie wiem, czy był tutaj mix rodzajów, ale do mnie trafił batonik o smaku Jabłko & Baobab 😉
Batonik o innym smaku trafił do mnie w październikowej edycji ShinyBoxa i muszę przyznać, że był całkiem smaczny. Dlatego z chęcią spróbuję i tego 😉

ShinyBox WHERE THE MAGIC HAPPENS - Orphica

W pudełkach znalazły się również dwa upominki.

Pierwszym z nich jest próbka Kremu do rąk marki Orphica, a drugim pachnąca pocztówka od marki MAX BENJAMIN. Do mnie trafiły dwie pocztówki, ale żadna nie pachniała, a jedynie zawierała kod uprawniający do 35% rabatu 😉

Oprócz tego otrzymaliśmy kody rabatowe do sklepów: The Secret Soap Store (30%), Orphica (20%) i Foods by Ann (15%) oraz ulotki od marek SO CHIC! i 7th Heaven 😉

Jeśli kogoś to ciekawi, to klienci VIP otrzymali dodatkowo Hydrożelowe płatki pod oczy z olejem arganowym, marki Exclusive Cosmetics (cena: 4,99 zł/zestaw) oraz wymiennie: Nawilżający krem BB korygujący niedoskonałości (cena: 10 zł/30 ml) lub podkład All Day Perfect w odcieniu 01 (cena: 14,99 zł/30 ml) marki Delia. Moim zdaniem wielkiego szału nie było 😉

 

i to już cała zawartość grudniowej edycji ShinyBoxa. Ja ze swojej jestem zadowolona na tyle, by nie rezygnować z kolejnego pudełka.
Niemniej jednak, gdyby trafiło do mnie pudełko standardowe, byłabym mocno rozczarowana jego zawartością. Po pudełku świątecznym, niezależnie od wersji, można się jednak spodziewać czegoś ekstra 😉

Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii na temat zawartości tego boxa. Koniecznie dajcie znać w komentarzach! 😉
  • Angelíka Pawlik

    Utwierdzam się w przekonaniu, że jednak dobrze robię nie subskrybując w ciemno pudełek z kosmetykami

  • Jadłam ostatnio te batoniki foods by Ann 🙂

    • Trzeba przyznać, że są smaczne 😉

      • Fakt,sama się dziwiłam, bo zazwyczaj wszystkie batoniki tego typu smakują dla mnie podobnie,ale te są naprawdę fajne 🙂

  • Także jadłam batonik od Anny, dorzucali do fit magazynu, które kupuję nałogowo… smaczny, ale mnie jakoś nie zachwycił. A co do samych shiny boxów – już od jakiegoś czasu mam mieszane uczucia, bo gdy przeczytałam pierwsze Twoje artykuły na ten temat chciałam nawet sama sobie takie zamawiać, ale od kilku edycji zaczynam się zastanawiać, czy gra jest warta świeczki… Fakt, czasem opisujesz jakieś produkty, o których nawet nie miałabym pewnie szansy usłyszeć, ale z drugiej strony bywają boxy, które są jakby na siłę „dopychane” tym, co mam za ulica w najbliższej drogerii, naprawdę nie jestem pewna co myśleć na ten temat 🙂 Ale od czego jest Twój blog, przecież mogę sobie u Ciebie wyszukać te trudno dostępne kosmetyki i spróbować na własnej skórze 😀

    • Zawsze możesz kupić już po premierze, kiedy znana jest zawartość i przypadnie Ci ona do gustu 😉

      • super, w takim razie muszę o tym pomyśleć jeszcze dogłębniej 😀

        • Warto też zaglądać na ich profil na FB, bo czasem pojawiają się informacje o możliwości zakupu boxów prezentowych, w których są wybrane kosmetyki z różnych pudełek 😉